mrowisko.net/maja
Lilypie - Personal pictureLilypie Kids Birthday tickers
szukaj w notatkach
o co chodzi
drukuj
maja -> najnowsze notatki

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.

Pomruki na mrozie

Codziennie rano na termometrze jest coraz niższa temperatura. Przedwczoraj było -18, wczoraj -19, a dziś -20. Do czego to wszystko zmierza? Dobrze, że w domu jest w miarę ciepło (18-19 stopni na plusie).

No cóż, jest zima, więc musi być zimno. Do szkoły i przedszkola też trzeba chodzić.

- Bardzo was proszę, nie gadajcie na dworzu - mówię do dzieci zdyszanym trochę głosem, bo ciężko jest jednak na takim mrozie złapać dech.

- Ale ja nie gadam do ciebie - odpowiada Krzyś, który nie potrafi być cicho i cały czas nadaje.

- Nie ważne, do kogo mówisz, proszę żebyś przestał. Jest bardzo zimno i zaraz będziesz miał chore gardło - nalegam.

- Ale ja już nie gadam - sprzecza się dalej.

- To dobrze, nie gadaj.

- Ja tylko mruczę - odpowiada cicho, ale jakby rzeczywiście nie do mnie tylko do siebie samego.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 03.02.2012, 10:35.10

Lekarz

Krzyś i Maja bawią się w lekarza. Każdy z nas bawił się w odgrywanie dorosłych ról, czy to w lekarza, mamę i tatę czy uczniów i nauczycieli. Wiemy zatem, co robi lekarz a co robi pacjent. Lekarz bada a pacjent sprawnie i szybko otwiera buzię i mówi "aaaaa".

No tak, ale moje dzieci bawią się w wersję współczesną. Jak takie trzyletnie dziecko widzi pracę pana doktora? Co jest kluczowe w byciu lekarzem? Jakie rekwizyty są do tego potrzebne? Stetoskop? Termometr? Recepty? Nie. Komputer!

To niesamowite, ale przyglądając się tej zabawie czułam się dokładnie, jak w gabinecie lekarskim. Krzyś siedzi za biurkiem i paluszkiem stuka w klawiaturę, co chwila spoglądając na monitor.

- Kościelska? - pada pytanie w kierunku Mai i jej dziecka (lalki).

- Tak - pokornie odpowiada Maja.

- A płacze? - pyta i jeszcze zanim padnie odpowiedź już coś zapisuje w komputerze.

- Nie, rzadko.

Potem odbywa się standardowa procedura badania, osłuchanie i buzia z patyczkiem w środku. Okazuje się, że lala jest zdrowa. Przed wyjściem dostaje naklejkę i koronę z napisem Dzielny Pacjent.
Na koniec lekarz informuje:

- Jutro będzie nieczynne muzeum.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 30.01.2012, 13:59.53

Dla tych, co mają problemy

Kto by pomyślał, że imię naszej córki może kiedykolwiek sprawiać problemy w pisowni. A jednak! Samą zainteresowaną zaczęło to w końcu irytować. No bo ileż to razy można dostawać dyplom, na którym widnieje "Dla Maji Kościelskiej" lub wersja ostrożna "Dla Maja Kościelska".

- Chyba otworzę Szkołę "Mai Kościelskiej" - oświadczyła trzymając w ręku dyplom z letniego obozu.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 30.01.2012, 13:39.26

Mały kotek i jego tragarz

Niosę Krzysia na rękach do metra. Ostatnio zbyt często się to zdarza. Krzyś jest już bardzo ciężki a ja mam coraz mniej siły. Tłumaczę mu więc, że tak dale być nie może.

- Ale ja jestem małym kotkiem - odpowiada czule.

- Ale kocie mamy nie noszą swoich kociaczków. One chodzą same na własnych nogach - tłumaczy bratu Maja.

- No właśnie, przecież nie mogą nieść na łapkach małych kotków, bo potrzebują czterech łap do chodzenia. Krzysiu, pomyśl trochę - próbuję wyjaśnić jak najlepiej.

- Nie myślę. Jestem mencony (zmęczony) i jest mi zimno.

Mróz, który spadł na nas znienacka tej zimy chyba spowalnia myślenie.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 27.01.2012, 19:23.07

Z Nowym Rokiem...

...nowym krokiem.
Przez cały grudzień Krzyś był chory. To była nielada udręka dla mnie. Przez ostatnie miesiące chodząc do przedszkola Krzyś bardzo się zmienił. Potrzebuje towarzystwa, zabaw, zajęć plastycznych, muzycznych itp. Ja nie za bardzo do tego wszystkiego się nadaję, choć bardzo się starałam.

Jednak przyszedł styczeń, katar minął, kaszel zniknął. Nowy rok okazał się zbawienny. A może to ta długa miesięczna przerwa to spowodowała, nie ważne. Ważne, że nadeszły zmiany. Krzyś nie płacze idąc do przedszkola, nie trzyma się mnie kurczowo, tylko sam wchodzi do sali. Panie były tak samo mocno zdziwione jak ja, ale nikt nie narzeka. Jest dobrze. Chyba po prostu chłopak dorasta.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 11.01.2012, 13:31.06

Nasza mała domowa szopka

Krzyś w tym roku bardzo przejął się świętami. Wiszący na ścianie kalendarz adwentowy wypełniony po brzegi żelkami, kwestia kupienia choinki a potem ubieranie jej, prezenty i św. Mikołaj, śpiewanie kolęd oraz najważniejsza osoba wokół której to całe zamieszanie - mały Jezusek. Jezusek zmaterializował się w naszej szopce, którą razem z Mają robiłam na konkurs. Krzyś zadawał dużo pytań i jak się okazało wszystko dobrze zapamiętał.

Któregoś dnia przybiega do nas i woła, żebyśmy poszli z nim do łazienki. Poszliśmy a tam: Maja kapiąca się w wannie z pianą na głowie (czymś na kształt aureoli).

- To jest mały Jezusek (pokazuje na Maję), ja jestem duża Maria (pokazuje na siebie), ty jesteś Józefem (padło na Marka) a ty jesteś Królem (ja).

Każdy zna już swoja rolę w naszej rodzinie.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 10.01.2012, 11:46.43

Praca twórcza

Tego dnia kiepsko się czułam. Leżałam w łóżku a Krzyś jak tylko wrócił z przedszkola władował mi się pod kołdrę. W obawie, że się ode mnie zarazi postanowiłam go usunąć z pola rażenia moich zarazków.

- Krzysiu, a może weźmiesz kartkę i kredki i narysujesz coś ładnego dla mnie. Takie niespodzianki sprawiają wielką radość chorym osobom - poprosiłam w nadziei, że może to zadziała.

Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Wziął długopis, kartkę i zasiadł przy stole w kuchni. Rzucił tylko w stronę Marka w artystycznej zadumie:

- Idź sobie, bo ja tu pracuję.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 10.01.2012, 11:46.43

św. Mikołaj

Jeszcze na długo przed świętami udało nam się znaleźć sposób na to, żeby Krzyś był grzeczny. Wiadomo, że do niegrzecznych dzieci św. Mikołaj nie przychodzi. Może było to perfidne z naszej strony, ale naprawdę działało. Działało, ale przestało. Jakiś tydzień przed świętami Krzyś oświadczył nam, że to on będzie św. Mikołajem, co oznaczało, że o prezenty nie musi się już martwić.

Teraz kiedy jest już po wszystkim myślałam, że wyciągniemy drugiego bata na naszego syna, jakim miały być jego zbliżające się wielkimi krokami urodziny. Niestety, Krzyś od razu powiedział, że nie chce mieć żadnych urodzin, żadnych gości i żadnych prezentów. On jest duży i już. Co najwyżej Maja może mieć swoje urodziny, ale on nie.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 02.01.2012, 10:21.59

Kolędowanie

Ostatnio Krzyś zupełnie mnie zaskoczył. Podczas ubierania w przedszkolnej szatni odśpiewał prawie bezbłędnie kolędę "Dzisiaj w Betlejem". No i zaczęło się wielkie kolędowanie. Maja rozpoczęła przygotowania do bębniarskich występów świątecznych, śpiewa kolędy za kolędami. Krzyś łapie wszystko w lot i już ma w swoim repertuarze nie jedną a trzy kolędy. Co chwila słychać "Pójdźmy wszyscy do stajenki" lub "Przybieżeli do Betlejem". Nie ważne, czy się bawi, czy idzie spać, czy może siedzi w toalecie. Każda chwila jest dobra. Pokrzykuje przy tym tylko: "Mama, głośniej!"
No i w końcu Marek jest szczęśliwy. Zawsze uważał, że sezon na kolędowanie jest co najmniej o miesiąc za krótkie.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 04.12.2011, 12:35.37

List do św. Mikołaja

Krzyś napisał, a właściwie narysował, swój pierwszy list do św. Mikołaja. Zna go na pamięć. Chce dostać samolot, dwa helikoptery i uwaga... dwa garnczki miodu. Skąd ten pomysł? On nawet nie przepada jakoś specjalnie za miodem. Otóż wszystkiemu winien jest świąteczny film o Kubusiu Puchatku.
Maja w tym samym wieku co Krzyś zażyczyła sobie packę na muchy (bo Królik chciał taką na robale, żeby mu nie zjadały marchewek).

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 04.12.2011, 12:35.36

Zajęte ręce

- Giiil! – krzyczy Krzyś.

- To idź do łazienki i urwij papier – wołam do niego.

- Nie mogę ulwać – słychać wołanie już z łazienki.

Idę więc z odsieczą, żeby przypadkiem nie odwinął całej rolki, jak to już mu się wcześniej zdarzało.

- Krzysiu, no jak możesz urwać skoro w obu rączkach trzymasz śmieciarkę – mówię ze śmiechem do syna, który stoi naprzeciwko wieszaka na papier i wpatruje się w niego.

- Bo ja bawię.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 18.10.2011, 12:14.30

Goście

Od czasu Mai urodzin Krzyś ciągle dopytuje się, kiedy przyjdą znowu goście. Ponieważ ostatnio rozpanoszyła się w naszym domu choroba wizyty znajomych co i rusz przekładane są na koleje weekendy. Krzyś jednak cały czas pamięta cudowny gwar, zamieszanie i prezenty towarzyszące imprezie urodzinowej.

Siedzimy wszyscy przy sobotnim obiedzie. Każdy głodny, więc szybko przebiera w milczeniu widelcem. Nagle słychać zachwyt Krzysia:

- Mmm, mmm, doble… Przyjdą goście?

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 18.10.2011, 12:14.30

My tu gadu gadu…

Podczas ostatniej choroby Krzysiowi przytkało się ucho. Wydaje nam się, że nie słyszy na jedno tak jak powinien. Skąd to przypuszczenie? Otóż za każdym razem, kiedy coś do niego mówimy w odpowiedzi słyszymy tylko:

- Co gadasz?!

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 18.10.2011, 12:14.30

Przyłapana

… zostałam na gorącym uczynku przez własną córkę. Będąc na antybiotyku (to nic takiego, 3/4 naszej rodziny bierze to świństwo) pokusiłam się i popiłam lekarstwo wodą prosto z butelki.

- Widziałam, mama! Piłaś z butelki! – słyszę oskarżycielski ton Mai. – Z resztą nie będę miała do ciebie pretensji, bo sama tak czasem robię.

Uff.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 18.10.2011, 12:14.30

Wieczorny relaks

Na chwilę relaksu mama dwójki dzieci może pozwolić sobie, gdy dzieciarnia pójdzie już spać lub w łazience podczas wieczornej kąpieli. Jednak nie mając zamka w drzwiach skutecznie odcinającego od domowej rzeczywistości nawet w wannie nie zawsze można odpocząć.

Tym razem Krzyś postanowił władować się do mnie do kąpieli. Pomimo moich sprzeciwów sam się rozebrał do golasa, przełożył jedną nogę przez wannę i zaczął się wspinać. Ponieważ nigdy nie kąpał się w takiej ilości wody po chwili usłyszałam jego rozpaczliwe wołanie:

- Utonie się!

Szybko się jednak przyzwyczaił zarówno do głębokości jak i do wysokiej temperatury wody i zaczął się rozkręcać:

- Otworzysz nam? – spytał podając jakieś pudełeczko używane przez niego w kąpielowych zabawach.

Chwilę relaksu musiałam odłożyć na później.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 18.10.2011, 12:14.29

Albo… albo…

Kiedy dziecko uczy się nowych słów bardzo zabawne są sytuacje, kiedy używa ich w niewłaściwym kontekście lub po prostu w nieodpowiednich sytuacjach. Przy takim niespełna trzylatku jakim jest nasz Krzyś ubaw mamy właściwie codziennie.
Ostatnio jednym z najczęściej używanych słów było „albo”. Nawet zdania zaczynały się od zamyślonego „albo…”.

- Krzysiu, kiedy mówisz „albo” to znaczy, że jest jakiś wybór. Możesz chcieć coś czerwonego albo niebieskiego. Można bawić się samochodem albo pociągiem.

- Mhm – odpowiedział Krzyś.

Po jakimś czasie, kiedy leniwie leżeliśmy jeszcze w łóżku, przyszedł Krzyś z głośnym okrzykiem:

- Gil! Mamo, mam gila!

- Krzyśku, pójdź do łazienki, urwij papier i przynieś – proszę, bo jakoś wstać mi się nie chce.

- Albo pomóc, albo pójść – usłyszałam od syna.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 18.10.2011, 12:14.29

Przedszkole

Krzyś chodzi do przedszkola. Z przerwami na chorobę, ale chodzi. Czy mu się tam podoba – lepiej nie pytać. Zawsze odpowie, że nie. Ale podoba mu się. Bawi się, coś się dzieje, ma kolegów i koleżanki. Jednak co rano jest ogromny płacz, szarpanie się w szatni, rzucanie kapciami i problem z odczepieniem jego łapek ode mnie, kiedy przekazuję go „cioci”. Było już nawet lepiej. Dwa razy sam wszedł do sali i nie płakał, ale zaraz potem dopadło go choróbsko i na półtora tygodnia uziemiło w domu. Problem zatem wrócił.

Co wieczór czytamy książeczkę „Zuzia idzie do przedszkola”. Nie dlatego, że ja chcę. Od kilku tygodni Krzyś sam wybiera to powiadanie z półki. Jak zaproponuję coś innego to jest awantura. Podczas czytania zaczyna opowiadać, co się u niego w przedszkolu dzieje, czy jest tak samo jak u Zuzi czy wręcz przeciwnie. Tak więc coś w tym wszystkim jest. Może będzie dobrze.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 18.10.2011, 12:14.28

Powrót do przeszłości

Krzyś mówi, że w przedszkolu „jest zie”. Na moje pytanie dlaczego, zaczął odpowiadać, że nie chce się bawić. Zaczęłam więc wymyślać inne aktywności poza zabawą, które mogłyby go zainteresować. Podczas czytania kultowej „Zuzi” zapytałam go, czy też ma w przedszkolu taką wagę jak Zuzia (ona waży tam misia i myszkę, ale i tak owca jest najcięższa). Okazało się, że tak. I wtedy coś mi się przypomniało. Ja też miałam taką wagę w przedszkolu i mam nawet przy niej zdjęcie. Przyniosłam więc kilka zdjęć z mojego dzieciństwa i pokazałam Krzysiowi, jak świetnie bawiłam się w przedszkolu. I to było to! Jak on się wpatrywał, jak pytał o poszczególne zabawki. Wziął potem te zdjęcia ze sobą do łóżka, położył obok poduszki i przyglądał się im. Był zafascynowany. Nie wiedział, że ja też kiedyś mogłam być mała. Jedno ze zdjęć było czarno-białe. Ze zdziwieniem patrzył to na zdjęcie to znowu na moje włosy. Coś mu się nie zgadzało.

- A jakiego kololu mas włosy?

To było niesamowite. Jego mina, jego wzrok. Oglądał te zdjęcia z miną znawcy. Przekładał sprawnie jedno pod drugie. W końcu z poważną miną wskazał jedno z nich i powiedział:

- To jest ostle.

Niestety do przedszkola poszedł z płaczem większym niż zwykle.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 18.10.2011, 12:14.28

Z ostatniej chwili

Dziś Krzyś poszedł pierwszy raz do przedszkola. Co prawda na razie tylko na pół dnia, ale to i tak dużo dla tych biednych pań, które opiekują się jego grupą. Ciekawe, czy to on zdezorganizuje paniom dzień, czy one poukładają go i ustawią do pionu. Zobaczymy, kto z tego wszystkiego wyjdzie z tarczą. Mam nadzieję, że ja.

Autor:

komentarze(2)

Dodano: 06.09.2011, 11:47.34

z cyklu: "Ja wcale nie broję"

- Kasia - tu - nie idzie - drzwi. - Krzyś cedzi słowo po słowie wychylając się zza ściany przedpokoju z flamastrem w ręku.

- A dlaczego mam nie iść tam do drzwi? - pytam czekając na jakąś barwną wymówkę syna.

- Bo... bo jego (zimno) jest - odpowiada z bardzo poważną miną.

No tak, znowu poszedł psocić.

***

Krzyś znosi co i rusz nowe skarby z Majkowego biurka. A to flamaster, a to nożyczki, potem znowu całą garść kredek. Gdyby Maja nie była w szkole to by była ogromna awantura. A tak ja tylko patrzę i raz na jakiś czas przypominam Krzysiowi, że to nie są jego rzeczy i należy je odnieść na miejsce.

- Mama, nie lusaj Mai zecy - słyszę z ust Krzysia, który jeszcze dla powagi wypowiadanych słów grozi mi paluszkiem. - Ja nie lusam!

Jak zwykle on niczego złego nie robi, tylko dlaczego wmawia mi, że to ja tu broję.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 06.09.2011, 11:47.33